Ach śpij kochanie

Ciekawa historia ubrana w fatalny scenariusz, który skutecznie zatroszczył się o to, aby poczucie zażenowania nie było mi obce w trakcie seansu „Ach śpij kochanie”. Film ani przez chwilę nie zbliżył się do poziomu znakomitego „Jestem mordercą”. Andrzej Chyra nie został polskim Hannibalem Lecterem, zaś Tomasz Schuchardt udowodnił, że na aktorstwie zna się jak wilk na gwiazdach. Kryminał w reżyserii Krzysztofa Langa opowiada o Władysławie Mazurkiewiczu, którego żywot dobiegł końca w dniu 29 lipca 1957 r. w krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich, gdzie został powieszony za dokonanie sześciu zabójstw.

ach spij kovhanie

Beznadziejne dialogi wyszły spod pióra niejakiego Andrzeja Gołdy, czyli scenarzysty… „Na dobre i na złe” i „Hotel 52”. Dziwię się Arkadiuszowi Jakubikowi i Bogusławowi Lindzie, że zdecydowali się przyjąć propozycję zagrania niezwykle kuriozalnych ról, które już na starcie były przegrane. „Ach śpij kochanie” to niewykorzystany materiał na doskonałe kino.

Ocena filmu: 4/10

Dawid Kmieć

Pierwszy śnieg

Chciałem podziękować Cinema City Poland za okazanie miłosierdzia i włączenie świateł na sali kinowej o 20 minut za wcześnie, co uchroniło mnie przed zaśnięciem i pozwoliło doczekać kulminacyjnej sceny filmu „Pierwszy śnieg”, który okazał się niezamierzoną parodią kryminału.

pieewsyyy

Produkcja ta opowiada o norweskich detektywach, których poczynania przypominały bardziej kabaret niż poważne śledztwo w sprawie tajemniczych zaginięć kobiet. Przez cały seans nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że obsadzenie Michaela Fassbendera w roli pierwszoplanowej było dla niego czymś w rodzaju kary. Aktor po mistrzowsku dopasował się do poziomu, tworząc bezsprzecznie jedną z najbardziej kuriozalnych ról w swojej karierze. Największym plusem filmu okazała się niesztampowa i niezwykle satysfakcjonująca scena niespodziewanej śmierci dość istotnej, lecz mocno irytującej postaci. Bez wątpienia lepiej obejrzeć pierwszy śnieg zza okna niż w sali kinowej.

Ocena filmu: 3.5/10

Dawid Kmieć

Fantastyczna kobieta

Nie było ani fantastycznie ani nawet kobieco. Było za to całkiem… genderowo. „Fantastyczna kobieta” jak na hiszpańskojęzyczne kino przystało opowiada o młodej transseksualnej kobiecie o imieniu Marina, której życie wywróciło się do góry nogami po niespodziewanej śmierci jej podstarzałego partnera. Średnio tolerancyjna rodzina nieboszczyka postanowiła zrobić wszystko, aby nie dopuścić ukochanej zmarłego do udziału w ceremonii pogrzebowej.

fantsatycz

Początek seansu nie był obiecujący. Już bowiem na wstępie film zaliczył kuriozalną wpadkę scenariuszową, polegającą na tym, iż problemem nie do przeskoczenia okazało się ponowne wydrukowanie zgubionych biletów, które dziadek zakupił w prezencie dla Mariny. Nie obyło się również bez mocno sztampowej i zniechęcającej sceny, w której główna bohaterka na oczach jej lubego sączącego drinka prezentowała swoje „umiejętności” wokalne. Na szczęście z każdą kolejną minutą „Fantastyczna kobieta” solidnie pracowała na przykucie mojej uwagi, co w konsekwencji zaowocowało umiarkowanie pozytywnym zaskoczeniem. Reżyserowi udała się sztuka wyeksponowania społecznego wyobcowania, z którym na co dzień zmagają się osoby transseksualne. Nie ma w tym filmie żadnej propagandy, czy też przerysowanego problemu, tym niemniej pod względem fabularnym hiszpańsko-chilijska produkcja okazała się tylko niezła.

Ocena filmu: 6/10

Dawid Kmieć

Twój Vincent

„I na co to wszystko?” zapytała lekko wstawiona ciotka podczas wiejskiego wesela mojego kuzyna. Identyczne pytanie cisnęło mi się na usta w trakcie oglądania „Twojego Vincenta”, czyli pierwszej na świecie pełnometrażowej animacji malarskiej opowiadającej historię życia i tajemniczej śmierci wybitnego malarza – Vincenta van Gogha. Produkcja ta składa się z 65 tysięcy klatek filmowych, które zostały namalowane farbą olejną na płótnie po uprzednim nakręceniu filmu w sposób tradycyjny z aktorami. Jakkolwiek doceniam oryginalny pomysł i niemały wysiłek malarzy, to przez większą część seansu nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że całe to przedsięwzięcie jest nieco „przepędzlowane”.

loving-vincent-trailer-6

W warstwie fabularnej „Twój Vincent” okazał się co najwyżej niezły, stąd też daleki jestem od zachwytu nad dziełem, które bez udziału pędzla nie wywołałoby większego zainteresowania. W innym wypadku musiałbym uznać, że przemalowanie „Botoksu” czy „Kac Wawy” w sposób znaczący podniosłoby ich wartość filmową. Warto jednak wybrać się do kina, gdyż przedstawiona skrótowo historia Vincenta van Gogha potrafi zaangażować w stopniu niepozwalającym na poważne przejmowanie się scenariuszowymi usterkami.

Ocena filmu: 6.5/10

Dawid Kmieć

Blade Runner 2049

Filmy science-fiction nigdy nie były i nie będą tym, co w kinie kocham najbardziej. Produkcje te charakteryzuje niezliczona ilość najrozmaitszych pierdół, które najczęściej tworzą zatrważający ogrom nużących i męczących mnie scen.

bladddde

Skandalicznie mikroskopijna kawa za 10 zł z Cinema City nie uchroniła mnie przed namiastką senności w trakcie pierwszej godziny seansu „Blade Runner 2049”, który w swoim gatunku okazał się nadzwyczaj strawny i niezwykle intrygujący. Największe wrażanie wywarła na mnie warstwa wizualno – muzyczna, co z pewnością znajdzie swoje odzwierciedlenie w oscarowych nominacjach. Nowe dzieło w reżyserii Denisa Villeneuve zaimponowało również niebanalną i trzymającą w napięciu fabułą, która tylko sporadycznie miewała momenty scenariuszowego „zaciemnienia”. Scena z rewelacyjnym dziadkiem Harrisonem Fordem, który w towarzystwie Elvisa Presleya okłada po twarzy młodszego o 38 lat Ryana Goslinga z pewnością zapisze się w historii kina. Za nieco rozczarowujące należy zaś uznać poziom dialogów oraz co najmniej kilka mocno sztampowych scen, nie wyłączając tej kulminacyjnej z walczącymi Sylvią Hoeks i Ryanem Goslingiem. Summa summarum „Blade Runner 2049” to bardzo udana kontynuacja legendarnego „Łowcy androidów”. Fani kina science-fiction powinni być zachwyceni.

Ocena filmu: 7/10

Dawid Kmieć

Botoks

Zgodnie z przewidywaniami tłumy ludzi z popcornem w ręku stawiły się w kinie, by obejrzeć „Botoks” w reżyserii Patryka Vegi. W trakcie sceny z masturbującym się Piotrem Stramowskim na sali zapanowała prawdziwa euforia, a śmiechom nie było końca. Również większość scen z udziałem Tomasza Oświęcińskiego wywołało entuzjazm widowni. Czy to oznacza, że nowy film twórcy „Pitbulla” spełnił swoją rolę? W kategoriach kabaretowych zapewne tak skoro przyczynił się do powiększenia zmarszczek śmiechowych u wielu osób. Wszystko wskazuje także na to , iż „Botoks” uzyska fantastyczny wynik finansowy, co z pewnością nie ostudzi zapędów reżyserskich Patryka Vegi. Niewątpliwie jest on zatem człowiekiem sukcesu, potrafiącym idealnie rozpoznać potrzeby przeciętnego widza, który niekoniecznie oczekuje ambitnego kina. W tym miejscu pozostaje tylko wyrazić nic nieznaczące ubolewanie nad obecnym podejściem reżysera, który 12 lat temu potrafił nakręcić całkiem przyzwoity dramat sensacyjny.

booootk

„Vega pokazał całe to gówno, w którym żyjemy” powiedziała po seansie pewna kobieta. Otóż problem w tym, że nie pokazał, a przecież nie brakuje patologii w naszej służbie zdrowia. „Botoks” to zlepek kuriozalnych i niezwykle mocno przerysowanych scen, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Przewijające się na ekranie „gwiazdy” prezentowały najniższy poziom aktorski, nie oddając jakichkolwiek emocji. Powinienem chyba w końcu napisać o czym tak naprawdę była ta produkcja, ale w sumie to sam nie wiem… „Botoks” przegrał już na etapie scenariusza, gdyż nie jest możliwym nakręcenie dobrego filmu bez namiastki sensownej fabuły.

Ocena filmu: 1.5/10

Dawid Kmieć

Linia życia

Nagana z ostrzeżeniem dla młodego lekarza za zabicie pacjenta i sfałszowanie raportu z sekcji zwłok. Hipokrates załamałby ręce po obejrzeniu „Linii życia”, będącej remakiem filmu o tym samym tytule z 1990 r. Obraz ten opowiada o grupce rezydentów, którzy prawdopodobnie uderzyli głową o czajnik i postanowili wprowadzać się w stan śmierci klinicznej.

linia zycia

Dno Rowu Mariańskiego to właściwe określenie dla jakości nowego amerykańskiego „dzieła”, które od pierwszej do ostatniej minuty jest wcieleniem wszystkiego, co najgorsze w kinie. Fabuła głupia jak but, dialogi płytkie jak kałuża po mżawce, a poziom aktorstwa niski jak iloraz inteligencji przeciętnego głupca. Za finansowanie „Linii życia” spotkała mnie po seansie zasłużona kara w postaci półgodzinnego oczekiwania na opóźniony środek komunikacji miejskiej w mocno zakorkowanym Grodzie Kraka.

Ocena filmu: 2/10

Dawid Kmieć

Mięso

Kilka dni temu w Rosji zatrzymano małżonków-kanibali, którzy przez ponad dwie dekady zabijali i jedli swoje ofiary. Wydarzenie to zbiegło się w czasie z polską premierą filmu „Mięso”, opowiadającym o wegetariańskiej studentce pierwszego roku weterynarii, która po skosztowaniu surowego mięsa zmieniła się w kanibala. Obraz ten ma niewiele wspólnego z typowym horrorem, gdyż reżyser skupił się przede wszystkim na psychologicznym portrecie młodej dziewczyny stawiającej pierwsze kroki w studenckim świecie dżungli.

grave

Film od pierwszej minuty prowokuje swoim dziwactwem, a sprawna reżyseria nie pozwala na odliczanie minut do końca seansu. W produkcji tej zabrakło jednak prawdziwego mięcha, które uczyniłoby fabułę bardziej wyrazistą i niepokojącą. Niemała ilość bezsensownych scen skutecznie pozbawiła film odpowiedniego charakteru i należytej spójności. Ostatecznie więc „Mięso” to niespełniona, choć intrygująca mieszanka kilku gatunków, po której pozostaje lekki niesmak.

Ocena filmu: 5.5/10

Dawid Kmieć

Czuwaj

Robert Gliński to kolejny zasłużony polski reżyser starszego pokolenia, który na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Gdyni zaprezentował poziom przystawki obiadowej zwanej mizerią. Jego nowe dzieło, czyli „Czuwaj” w najmniejszym stopniu nie zbliżyło się do poziomu najlepszych filmów zrealizowanych przez młodych polskich twórców. Obraz, którego akcja rozgrywa się w lesie opowiada o psychologiczno-fizycznej rywalizacji pomiędzy harcerzami i nastolatkami z domu dziecka.

czuwwwaj

Przez większą część seansu na dużym ekranie dominował chaos, a kuriozalne dialogi skutecznie odbierały przyjemność z przebywania w sali kinowej. Nie pomagało również aktorstwo, którego jakość była zdecydowanie bliższa serialowym produkcjom. Im bliżej końca, tym bardziej Robertowi Glińskiemu udawało się przykuć moją uwagę, ale ostateczna ocena jest daleka od pozytywnej. Zabrakło odpowiedniego realizmu i napięcia, które pozostały w cieniu sztuczności i parodii.

Ocena filmu: 4/10

Dawid Kmieć

Najlepszy

„Najlepszy” w reżyserii Łukasza Palkowskiego to najdłużej oklaskiwany film na tegorocznym Festiwalu Filmowym w Gdyni. Nie ma w tym nic dziwnego, albowiem obraz ten wyjątkowo mocno działa na emocje widzów, zmuszając ich do bezgranicznego pokochania głównego bohatera. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż pod względem realizacji film ociera się o perfekcję, co pozwala zaliczyć Palkowskiego do ścisłej czołówki polskich reżyserów. Nie zawiódł również Jakub Gierszał, który nareszcie doczekał się roli godnej swojego talentu aktorskiego.

gier

To mogła być naprawdę wybitna biografia, gdyby nie mocno naginany scenariusz i jedno bardzo poważne przekłamanie, które rzuca cień na odbiór całości. „Najlepszy” opowiada historię Jerzego Górskiego – wybitnego polskiego triathlonisty, który przez wiele lat zmagał się z uzależnieniem od narkotyków. W celu osiągnięcia lepszego efektu końcowego w filmie zmieniono chronologię istotnych wydarzeń z życia głównego bohatera, jak choćby potrącenie przez samochód i zwycięstwo w Double Ironman. W związku z tym po wyjściu z kina rozemocjonowany widz ma prawo poczuć się nieco oszukany. Kolejny problem to czas trwania filmu, który jest zdecydowanie za krótki, przez co pewne wątki zostały przedstawione zbyt skrótowo i pobieżnie (np. ewolucja relacji pomiędzy Jerzym Górskim a ojcem jego byłej dziewczyny). Minusem filmu jest również słaba charakteryzacja, o czym najlepiej przekonujemy się w ostatnich minutach seansu, gdy oglądamy fragment nagrania z prawdziwym Jurkiem wbiegającym na metę, a następnie udzielającym wywiadu. Mimo tych wad „Najlepszy” to pozycja obowiązkowa i murowany hit jesieni w polskich kinach.

Ocena filmu: 7/10

Dawid Kmieć