Elle

Czapki z głów przed Paulem Verhoevenem, który w wieku 78 lat nakręcił jeden z najlepszych filmów minionego roku. Holenderski twórca „Nagiego instynktu” i „Czarnej księgi” w sposób perfekcyjny pokazał swoim młodszym kolegom z branży jak zrobić prawdziwy thriller, po obejrzeniu którego widz przez długi czas pozostanie w stanie zwanym hipnozą. „Elle” w stylu Alfreda Hitchcocka rozpoczyna się od trzęsienia ziemi, zaś później napięcie rośnie z każdą kolejną minutą filmu. Nuda, schematyczność czy senność to ostatnie słowa jakie przychodzą na myśl po zakończeniu filmu, gdyż Paul Verhoeven zadbał o to, aby w trakcie seansu nie można było oderwać oczu od ekranu (zapomnijcie o wyprawie po kolejny popcorn czy wizycie w kinowej toalecie). W filmie nie zabrakło również miejsca dla inteligentnego poczucia humoru, którego w żaden sposób nie można ocenić jako zbędnego czy burzącego mroczny klimat.
hero_Elle-2016
„Elle” to przede wszystkim koncert gry aktorskiej w wykonaniu Isabelle Huppert, która wciela się w postać Michèle – twardej szefowej firmy zajmującej się grami telewizyjnymi. Dobrze wypada również drugi plan na czele z Lucasem Prisorem i Laurentem Lafitte. Niezbędnym składnikiem dobrego thrillera jest oczywiście muzyka, która w „Elle” spełnia wszelkie kryteria pozwalające uznać ją za wyśmienitą, czym dodatkowo potęguje u widza niepokój trwający od pierwszej do ostatniej minuty filmu. „Elle” to dwugodzinny orgazm, stanowiący świetny przykład tego, iż warto kręcić thrillery w starym dobrym stylu.

Ocena filmu: 8/10.

Dawid Kmieć

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *