Pewnego razu w listopadzie

Pewnego razu w listopadzie wybrałem się do kina, by w pustej sali obejrzeć film, który bynajmniej nie wprawił mnie w dobry nastrój. Było dramatycznie i przygnębiająco, a warszawski sen tym razem ustąpił miejsca stołecznej beznadziei. Obraz nawiązujący do złodziejskiej reprywatyzacji opowiada o chorej nauczycielce wyrzuconej z kamienicy i zmuszonej do rozpoczęcia nowego życia w ogródku działkowym przy torach kolejowych. W trudnych chwilach wspiera ją syn i kundel zwany „Kolesiem”. W tle pojawia się również przesiąknięta nienawiścią „patriotyczna” hołota, która w 2013 r. z okazji Święta Niepodległości postanowiła zdemolować stolicę. Osoby te najpewniej z powodu braku szarych komórek utożsamiają pojęcie patriotyzmu z nietolerowaniem wszystkiego, co stoi w sprzeczności z ich ideologią. Oberwało się także warszawskiej policji, która niekoniecznie była zainteresowana powstrzymywaniem szalejących cymbałów w kominiarkach.

listopad

Poza kilkoma oderwanymi od rzeczywistości scenami film wypada autentycznie i przejmująco, w czym spora zasługa świetnej Agaty Kuleszy i partnerującego jej psa, który nie znalazł zrozumienia w noclegowniach dla bezdomnych. W warstwie fabularnej zabrakło jednak odpowiedniej spójności, zaś scenariusz pozbawiony był fajerwerków, które zastąpiono racami i petardami odpalanymi przez osobników zwanych homo idiotus.

Ocena filmu: 6/10

Dawid Kmieć

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *